22.09.2013

About Autumn


Goodbay summer, hello autumn! 
 Jesień zaczęła się dzisiaj na dobre:) Zdecydowanie nie jest to moja ulubiona pora roku: nie lubię pochmurnych dni, siąpiącego deszczu, zimnego wiatru i ich nieodłącznych towarzyszy- kataru i kaszlu. Taka pogoda zdecydowanie nie jest dla mnie:)
Ale jest kilka rzeczy w jesiennej porze, które bardzo mi się podobają. Przede wszystkim nasycone, ciepłe kolory: brąz, pomarańcz, czerwień, fiolet, ciepły żółty, zgaszone zielenie... Jesienna paleta jest taka rozgrzewająca, otulająca jak ciepły pled 
(w takich jesiennych kolorach zaczęłam kilka dni temu pled z "babcinych kwadratów"- na razie zrobiłam około 1/4 kwadracików, więc jeszcze to potrwa:))

Poza tym jesień rozpieszcza nas obfitością owoców, warzyw, grzybów... Dzięki temu jest to idealna pora na kulinarne eksperymenty:) Dzisiaj wypróbowałam na przykład zupę dyniową z miętowym pesto- pycha!
Przepis wzięłam stąd
(ale nie używałam bulionu drobiowego)




W moich kwadratach tylko jesienne kolory... 
 Mam nadzieję, że skończę zanim przyjdzie zima:)




Pozdrawiam Was Kochani cieplutko:)
Buziaki!


A tak by the way- lubicie jesień?

15.09.2013

At Home With Marieke czyli ostatnia niedziela lata...



No cóż... Lato powoli się kończy i pewnie niewiele już będzie takich okazji jesienią, żeby wypić popołudniową herbatkę na  werandzie.
Chociaż może i jesień zaskoczy nas piękną, słoneczną pogodą:)





Póki co mogliśmy się nacieszyć naszą letniskową werandą, gdzie tylko dojrzewające ciemne winogrona przypominają, że jesień tuż, tuż... Było oczywiście nasze ulubione ciasto "ze ściereczki" (przepis tutaj) i nowe ceramiczne filiżanki, które mam już jakiś czas, ale tak długo czekałam z ich inauguracją na nową kuchnię na letnisku, że w końcu o nich... zapomniałam:P
Kiedy mi się o nich przypomniało z radością rozpakowałam sześć filiżanek, dzbanuszek na mleko i dwa talerze- taki nieoczekiwany prezent na koniec lata:)))
 Wszystko w romantyczną, sielską kratkę: białą i granatową- znak rozpoznawczy holenderskiej firmy
AT HOME WITH MARIEKE
 Żałuję, że nie mam do nich dzbanka na herbatę, ale zwykły, biały z supermarketu przykryty starą czapką na czajnik (z jednej strony kratka, z drugiej kwiatki) pasuje idealnie:)

Produktów At Home With Marieke nie można niestety kupić w Polsce, a szkoda, bo oprócz kraciastej ceramiki mają też piękne tekstylia w charakterystyczną kratkę.














Korzystając z popołudniowego słońca zrobiłam też  zdjęcia moim nowym skorupom w kuchni













A Wam Kochani jak minęła ostatnia niedziela tego lata?




13.09.2013

KULTOWA LODOWKA



"Kultowy" to określenie używane (a nawet nadużywane) w ostatnich latach bardzo często. W czasach PRL-u praktycznie nie funkcjonowało w powszechnej świadomości, natomiast obecnie wszystko to, co pozostało po tej epoce jest "kultowe":) Oczywiście kultowe są też setki tysięcy innych produktów, bo bardzo "jazzy" jest mieć coś "kultowego"... 
Na przykład lodówkę:) Pewnie każdy w tym momencie pomyślał o pięknym retro Smegu - ja oczywiście też:))) Ale kupowanie lodówki za kilka tysięcy złotych (zakładając oczywiście, że ma się akurat wolną taką kwotę:)) do letniskowego domku, w którym ten sprzęt ma szansę pracować maksymalnie cztery- pięć miesięcy w roku, to szaleństwo. Na dodatek istnieje duże ryzyko, że w miesiącach zimowych, kiedy domek stoi pusty, lodówka po prostu zmieni właściciela:P 

Zupełnie inaczej rzecz się ma z nie mniej "kultową" lodówką marki "Mińsk", która jest na wyposażeniu Kalinek od początku, a więc od jakichś trzydziestu lat i cały czas jest sprawna...
Ma natomiast dwa podstawowe mankamenty: jest nieszczególnie ładna i niestety mało ekonomiczna- pożera prądu za pół wioski. Na taką lodówkę żaden chyba złodziej się nie skusi, więc postanowiliśmy że zostanie nadal w kuchni, pod warunkiem, że zrobimy coś żeby była bardziej efektowna i bardziej efektywna:)

Z tym drugim jest problem o tyle, że "Mińsk" z lat osiemdziesiątych nigdy nie stanie się lodówką klasy energetycznej "A". Na szczęście włączamy go tylko latem, kiedy przyjeżdżamy na letnisko, więc myślę, że mniej ekologiczne byłoby kupienie nowej, energooszczędnej lodówki  i wyrzucenie starej, która powiększyłaby i tak już ogromne składowiska elektrośmieci.

Pozostała pierwsza kwestia- jak poprawić jej urodę, żeby pasowała do nowej kuchni?
Najprościej taką lodówkę pomalować. Powstało jednak pytanie- na biało, czy może na jakiś "kalinkowy" kolor? 
Biała byłaby bardzo zwyczajna, kolorowa szybko się znudzi:) 
Zaryzykowałam i postawiłam na... farbę tablicową. Nie miałam za bardzo wiedzy, czy taka farba utrzyma się na powierzchni lodówki, ale miałam jeszcze pół puszki czarnej farby tablicowej, którą malowaliśmy ścianę w "domowej" kuchni i która mimo, że stała w garażu przez cztery lata, to nie zmieniła  konsystencji. Żeby nie przytłaczać małego wnętrza czernią, boki lodówki pomalowałam zwykłą farba akrylową w kolorze kremowym (takim jak fronty szafek kuchennych)

I jest tak:



A tak było:


























W czasie malowania lodówka była pusta, więc pożywiałam się musli z jogurtem i figami.
I tak się trochę fioletowo, jesiennie zrobiło...







Pa Kochani!
Zmykam do pracy i miłego weekendu Wam życzę:)



08.09.2013

Stars of late summer



Witajcie Kochani! Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze, jakie zostawiliście pod moim ostatnim, "kuchennym" postem. Z ogromna przyjemnością je czytałam i bardzo się cieszę, że podoba Wam się nasza letniskowa kuchnia. To był jeden z najtrudniejszych etapów remontu na Kalinkach i chociaż miałam duża frajdę wymyślając jak ma wyglądać "kalinkowa kuchnia", to cieszę się, że już mamy ten bałagan za sobą i w ostatnie weekendy lata możemy tam po prostu poleniuchować:)  Na dodatek  końcówka mijającego lata rozpieszcza nas piękną, słoneczną pogodą i tylko rozkwitające wrzosowiska i pierwsze grzyby w lesie zapowiadają nadchodzącą jesień- mam nadzieję, że równie pogodną...
Taki wymarzony koniec lata nastroił mnie na zmiany w sypialni- postanowiłam rozstać się z radosnym żołtym kolorem na rzecz spokojniejszych kolorów i zaprosić na Kalinki gwiazdy:) Dosłownie i w przenośni- bo gwiazdki to główny motyw dekoracyjny na świecznikach, pledzie, poduszce; z drugiej kilka hitów jesiennych kolekcji i absolutnie największa gwiazda lata 2013, o której na koniec:P







Gwiazdki są na pięknych, ratanowych świecznikach ze sklepu Pretty Home (taki lampion możecie też wygrać w candy na blogu właścicielki sklepu- tu
W gwiazdki jest szary pled (Ib Laursen)- kupiłam go do domu na chłodne jesienne wieczory, ale na razie znalazł miejsce w letniskowej sypialni. Z sypialni dzieci pożyczyłam granatowo- biało-czerwoną poduszkę z gwiazdą, a z salonu malutkie świeczniki Emma Bridgewater, które kiedyś stały na kominku.













Gwiazdą sezonu jest niewątpliwie mój nowy kubek do latte z serii Sophie vintage z najnowszej kolekcji Green Gate, ktory cieszy  mnie każdego ranka. Na dodatek do porannej kawy przeglądam sobie katalog GG- prezent, który z radością odkryłam w paczuszce ze sklepu Filiżanka w groszki.
Widziałam go juz tyle razy on-line, ale papierowy to zupełnie co innego... 










Ale tak naprawdę największą gwiazdą mijającego lata jest Lulu- nasza kocia znajda, o której już Wam wspominałam. Została z nami mimo, że lato już się kończy i nic nie zmienia faktu, że niezmiennie jesteśmy nią oczarowani:)







Pa!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kalinka