26.08.2013

MOJA BIAŁA KUCHNIA



Uff!!! W końcu jest gotowa!
Moja wymarzona, letniskowa kuchnia:)
 Jest dokładnie taka, jaką chciałam mieć: bardzo prosta, jasna i oczywiście biała. Biała, ale jednocześnie bardzo kolorowa, bo dzięki dużej ilości otwartych półek i wieszaczków, które mieszczą moje porcelanowe zbiory i kolorowe kuchenne ściereczki jest wielobarwna i w każdej chwili można zmienić jej kolorystykę...




Wielki ceramiczny zlew z zasłonką, to też jedno z moich kuchennych marzeń, które właśnie się spełniło.
Zlew Domsjo z IKEA, to zresztą największa fanaberia, na jaką sobie pozwoliłam w letniskowej kuchni- reszta mebli i wyposażenia jest zakupiona w wersji jak najbardziej ekonomicznej (szafki dolne IKEA- Faktum z frontami Stat), albo przerobiona ze starych mebli (jak na przykład jedyna wisząca szafka, która pozostała z dawnej kuchni)
Zasłonki do szafek i rolety na okna uszyłam sama:)

Cały projekt zresztą też by me;
Wykonanie trochę też moje, ale przede wszystkim mojego wspaniałego męża i szwagra Wiesia, którzy wykonali główne prace remontowe i skręcili meble, i zasługa mojego brata Rafała, który ogarnął światło:))
Dzięki chłopaki!!!





Drewniane pojemniki na warzywa i owoce, to skrzyneczki po mandarynkach, które pomalowałam kolorowymi farbami tablicowymi Benjamin Moore



Wieszaki na ściereczki to zwykłe haki z marketu budowlanego wkręcone w starą półkę



















Biała zasłonka pod kuchenką to tymczasowa osłona szafki na piekarnik- kupimy go chyba dopiero na następne lato:P










Uchwyty szafek dolnych to IKEA;
natomiast moje ulubione porcelanowe gałeczki z indyjskiego sklepu zamontowałam do starej wiszącej szafki








A tak wygląda kuchnia w świetle lampek wiszących nad blatem



Właściwie to mam dwie kuchnie: po prawej z czerwienią, po lewej z turkusem





A tak było:)




Ściskam Was mocno!
buziaki:)


P.S. Zarzuciłam Was dzisiaj zdjęciami, ale to jest dla mnie bez wątpienia najważniejszy post w tym roku:)))


21.08.2013

Kominek po liftingu


Remont na Kalinkach trwa i ma się dobrze:) 
Oczywiście głównym remontowym tematem jest w tym roku kuchnia i jej poświęcamy najwięcej czasu- w sierpniu już niestety tylko weekendy, bo skończyły się nam urlopy i po miłym wakacyjnym wypoczynku trzeba było wrócić do pracy. Ale na szczęście moja wymarzona, letniskowa kuchnia jest już prawie na ukończeniu i jak tylko w sobotę powieszę zasłonki, a mąż przykręci ostatnie listewki- z radością ją Wam zaprezentuję. 
Tymczasem pokażę kilka zdjęć kominka, któremu zrobiłam mały lifting.
Kominek zawsze był i jest jednym z najbardziej efektownych elementów domku: szerokie otwarte palenisko, z którego miło dochodzi ciepło i można zapatrzyć się w ogień w chłodne dni  i solidna, kamienna obudowa, wyglądają razem ładnie i szlachetnie. Trochę zniszczone były drewniany gzyms na  górze paleniska i klinkierowa podstawa od dołu i właśnie je ostatnio "poprawiłam"





Gzyms pobieliłam farbą (tą samą, którą wcześniej były malowane ściany) i mocno przetarłam papierem ściernym. Klinkierowy dół pomalowałam specjalną akrylową farba do wszystkich rodzajów powierzchni



Poniżej kominek "przed" i "po" liftingu
Zmiana nieduża, ale poprawiła jego urodę:)






Lifting przeszła też stara komódka, która od wielu lat jest w naszym posiadaniu- kiedyś sosnowa, potem przemalowana na niebiesko do pokoju Jaśka, następnie na różowo do pokoiku Mai, teraz zyskała nowy wygląd dzięki białej farbie oraz moim ulubionym porcelanowym gałeczkom.  Przy bocznej, kamiennej ścianie kominka staruszka wygląda bardzo elegancko:)   



 







Ogień w kominku bardzo zaciekawił naszą kocia znajdę. To jeden z nielicznych momentów, kiedy stała nieruchomo i moglam jej zrobić zdjęcie...
Zwykle przemieszcza się bardzo szybko i zdjęcia wyglądają tak:



A te obrazki, to zapowiedź tego co dzieje się w kalinkowej kuchni:)



Ściskam Was mocno! 
buziaki:)


08.08.2013

Kumpel BILLY


Jeśli miałabym wybrać jeden mebel, a potem dookoła niego stworzyć sobie aranżację w dowolnym stylu, to bez wahania wybrałabym regał na książki. Nie jakikolwiek, ale konkretnie BILLY.
Billy z IKEA jesl tak uniwersalny, że spokojnie wkomponuje się w każdy klimat: w klasyczny, etno, folk, loftowy, glamour, romantyczny itd. I oczywiście skandynawski:)
Wystarczy kilka dodatków i BILLY zmienia się nie do poznania.
Jest produkowany w kilku wersjach kolorystycznych, więc bez problemu można dopasować go do charakteru mieszkania -niekiedy pojawiają się niebanalne limitowane edycje- jak na przykład ta sprzed trzech lat, która stoi w pokoju mojego syna- z cytatami z dzieł Shakespeare'a - To Billy or not to Billy:))
Są jeszcze dwa ważne powody dla których go lubię - po pierwsze pomieści mnóstwo książek, a po drugie ma bardzo rozsądną cenę. 
Moja przyjaźń z Billym trwa od wielu lat- co jakiś czas w naszym domu pojawia się nowy regał ogarniający książki - moje, męża i naszych dzieci... W domku letniskowym też zawsze było dużo książek (taka rodzinna przypadłość:))  i trzeba było znaleźć dla nich miejsce, bo  na czas remontu  schowaliśmy wszystkie do pudeł- i tym sposobem Billy wprowadził się ostatnio również na Kalinki. Biały, zgrabny (80x28x202) rozgościł się obok mojej ulubionej żółtej szafy w sypialni, a na nim książki gromadzone przez lata na letnisku...   













Zabrałam tez na Kalinki kilka magazynów wnętrzarskich i kolekcję katalogów IKEA: z 2004, 2005, (...) 2013....
I pewnie, jak Wy wszyscy, nie mogę się doczekać tego nowego- na 2014:))




buźki!



07.08.2013

Białe kafelki- cegiełki- porównanie: Vives "Mugat" i Equipe "Metro"


Tak, jak obiecałam dzisiaj garść praktycznych informacji o płytkach ceramicznych w kształcie białych cegiełek, dla wszystkich, którzy pytali o nie w mailach i komentarzach pod postami. 
A dokładnie o dwóch rodzajach takich płytek, których użyliśmy remontując łazienkę i kuchnię w naszym domku letniskowym. 

Jak już pisałam w ostatnim poście, w kuchni cegiełki są nieco inne, niż w łazience chociaż na pierwszy rzut oka  wyglądają w zasadzie tak samo. 
W łazience, którą remontowaliśmy dwa lata temu położone są płytki MUGAT  firmy Vives, głownie dlatego, że były to jedyne kafelki wyglądające jak cegiełki, jakie wtedy znalazłam, w dość rozsądnej cenie 

(przy urządzaniu i wybieraniu materiałów do domku letniskowego, 
który służy nam tylko przez kilka miesięcy w roku aspekt ekonomiczny ma spore znaczenie:))

Do kuchni, której remont właśnie się kończy zamówiłam nieco mniejsze kafelki- METRO z firmy Equipe Ceramicas




Podstawowe różnice pomiędzy tymi białymi kafelkami:

Vives MUGAT blanco: wymiary 10x20 cm, płytka pełna, dość masywna i ciężka, śnieżnobiała, z wyraźnym fazowaniem;  w paczce 1 m2, na który wchodzi 50 sztuk. Cena za 1 m2 to około 80-100 PLN w zależności od sklepu.
Ja do swojej małej łazienki kupowałam 5 m2 płytek + listwy wykończeniowe. Listwy często różnią się kolorem od płytek podstawowych, jak równiez nieco rożnią się między sobą, co niestety ma miejsce w mojej łazience. 
 Nazwy sklepu, gdzie kupowałam moje "Mugaty"nie podam, bo go nie polecam...

Equipe Ceramicas METRO white: wymiary 7,5x15 cm, od spodu wklęsła, a więc lżejsza niż "Mugat" i nie taka biała, jak u konkurenta, taka lekko kremowa. Pakowana po 0,7 m2, w paczce 60 sztuk. Cena za  1 m2: 77-110 PLN (za paczkę od 53 do 86 PLN).

Do kuchni potrzebowałam 3,5  m2 płytek czyli 5 paczek. I tym razem z czystym sumieniem moge polecić sklep internetowy, w którym je nabyłam: Stylowe płytki- po pierwsze najniższa cena, po drugie przemiła ekipa sklepu, po trzecie (i moim zdaniem najważniejsze)- najniższa cena transportu, bo tylko 60 pln. 
W innych sklepach koszty transportu to 140-150 PLN, co przy zakupie 3 m2 jest absurdalne, bo cena za metr kwadratowy robi się automatycznie 1,5- 2 razy większa




To moje białe płytki MUGAT w  łazience 

więcej zdjęć z łazienki w postach: 






A to świeżo położone Metro na ścianie w kuchni:


Poniżej jeszcze bez białej fugi- z ciemnymi granicami też wyglądają bardzo ładnie









Pozdrawiam Was gorąco w te najbardziej upalne dni lata 

Kalinka:)

05.08.2013

Remontowe lato


Trochę mnie tu nie było, prawda?
 Przez ostatnich kilkanaście dni, które spędziliśmy na naszym letnisku, ani ja nie pisałam, ani nie miałam możliwości zobaczyć, co dzieje się  na Waszych blogach. 
Niestety na wsi Kalinki internet praktycznie nie działa, więc byłam odcięta od wirtualnego świata. Inna rzecz, że nawet gdybym miała dostęp do sieci, to pewnie miałabym niewiele czasu, żeby pisać, bo spędziliśmy te dni bardzo pracowicie, ale efekt naszej pracy nas samych zachwyca- gruntowny remont kuchni ma się ku końcowi i mam nadzieję, że za kilka dni będę mogła pokazać Wam nową "kalinkową kuchnię"

Zaczęliśmy oczywiście od planu...



...i wymiany okna w kuchni. 
Stare, trzydziestoletnie okno od dawna nie dawało się otworzyć, a poza tym było bardzo nisko osadzone- parapet znajdował się około 80 cm nad podłoga, co niestety nie pozwalało na montaż mebli kuchennych pod oknem. 




Udało nam sie kupić za grosze używane okno w bardzo dobrym stanie (moja idea recyklingu:))), 
które pasuje idealnie, a jednocześnie umożliwiło podniesienie parapetu o 20 cm do góry, więc pod oknem zmieści się nawet zlew.




Zamiast deseczek położyliśmy płyty kartonowo-gipsowe (a właściwie nie my, a nasz nieoceniony szwagier Wiesław) znacznie bardziej praktyczne w kuchni, niż deski, którymi wyłożony jest cały domek.






Na ścianie nad kuchenką zaplanowałam moje ulubione kafelki- cegiełki




Te w kuchni będą nieco inne niż w te które mam w łazience (tu), o różnicach między nimi napiszę w następnym poście
Fuga pomiędzy kafelkami- oczywiście biała:)




Na czas remontu nasza "kuchnia" przeniosła się na werandę- tutaj gotujemy, jemy posiłki, odpoczywamy, pijemy kawę - oczywiście wszędzie wędruje z nami Mukka- nasz ulubiony ekspres do cappuccino 




Na werandzie znalazł też dla siebie miejsce taki oto stworek: 




Przez kilka dni nieufnie przyglądał nam się z daleka, ale w końcu głód okazał się silniejszy niż strach i kociak postanowił przygarnąć się do nas.  
I tym sposobem mamy koteczka:) 
Jest bardzo młody, uwielbia się bawić, a nasze dzieci oszalały na jego punkcie. 

Nawet na kultową grę "Kolejka", którą wszyscy uwielbiamy, mają znacznie mniej czasu. 
(swoją drogą grę bardzo Wam polecam- dla tych, którzy pamiętają czasy kolejek w PRL-u , to swoista podróż sentymentalna; dla młodszych niezwykła lekcja historii na wesoło:) 

Poniżej moja ulubiona karta: spędzić urlop na działce, 
a na pierwszym zdjęciu na górze kolorowe ludziki z gry:)




Kończę już; w najbliższych dniach postaram się odpowiedzieć na wszystkie zaległe maile
 i odwiedzić Wasze blogi, za którymi bardzo sie stęskniłam

Pozdrawiam cieplutko wszystkich
Buziaki!




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kalinka