06.09.2016

Tea time...



I kolejne nasze wakacje na Kalinkach już minęły, wróciliśmy do codziennego życia, po wakacjach pozostały tylko wspomnienia i trochę zdjęć z naszego domku, które robiłam w wolnych chwilach. Miałam szczery zamiar napisać nawet kilka postów w wakacje, ale niestety internet na letnisku praktycznie nie działa, więc będę pisać teraz jesienią wspomnienia z wakacji:)
Najważniejszy post pojawi się niebawem i będzie o tym, jak zmienił się domek z zewnątrz, bo w tym roku dostał w końcu nową elewację i zupełnie zmienił kolor!

Ale póki co- chwila na popołudniową herbatkę w sypialni i lekturę starych książek, których na Kalinkach nie brakuje…
Nie tylko tych, które przywozimy ze sobą na wakacje, ale mamy też wiele książek, które dostaliśmy w pakiecie razem z domkiem- i -niezależnie od wartości merytorycznej i ideologicznej- nie mamy serca ich wyrzucić.  
Poza tym wyobraźcie sobie miny naszych nastoletnich dzieci czytających takie dzieła, jak np. Повесть о настоящем человеке…  Bezcenne:))
A herbatka… W pięknym dzbanku w bardzo ciemnoniebieskim kolorze z nowej jesienno- zimowej kolekcji Green Gate- oczywiście, ze się nie oparłam- idealnie komponuje się z moimi pozostałymi niebieskimi elementami porcelanowej kolekcji.




























Dzbanek, kubeczki- Green Gate


Zielony dzban z aronią, świeczniki wiklinowe- Ib Laursen
Pościel- IKEA




Do miłego!

09.05.2016

SPRING KITCHEN



Hej, hej!
Trochę mnie tu nie było, nawet jeszcze więcej niż trochę- całe pół roku… i dzisiaj czuję się jakbym na nowo zaczynała pisać bloga:) Ale temat oczywiście pozostaje ten sam: Kalinki. 
Nasze ukochane letnisko- dzisiaj po generalnych, wiosennych porządkach, czyściutkie, pachnące i… przemeblowane. 
Główna zmiana to nowa rola starej biblioteczki, którą postanowiłam zamienić na kuchenny kredens.
Przemalowałam ją w tamtym sezonie na biało i początkowo stała sobie w kącie salonu. Jednak nie byłam przekonana, że to jest właściwe dla niej miejsce i od jakiegoś czasu myślałam, czy nie nie przestawić jej do kuchni. Co oczywiście zrobiłam zaraz po sprzątaniu:)
Dobrze będzie z takim meblem?



Wprowadziłam też nowe, wiosenne kolorki- dużo błękitu, turkusu i piękną, trawiastą zieleń, 

Ten zielony kolor pojawił się dzięki cudnemu dzbankowi i kultowej miseczce z dzióbkiem w nowym kolorze Meadow Green z mojej ulubionej serii Mynte od  Ib Laursen.










Tarta ze szparagami, truskawki i rabarbarowy kompot + nowy kosz piknikowy 
= bardzo udana niedziela:)






















Pięknej wiosny Kochani!


25.10.2015

Jesienne śniadanie: muffiny z jabłkami i śliwkami


Kilkanaście godzin temu obiecałam pod jednym z moich instagramowych wpisów, że podam na blogu przepis na jesienne muffiny z owocami- idealne na weekendowe, niespieszne śniadanie. Dzisiaj  więc ten przepis- wypróbowany i sprawdzony dwukrotnie: przedwczoraj robiłam muffinki w mojej domowej kuchni, dzisiaj w nowiutkim piekarniku w mieszkanku Mi.






Składniki:

200 mąki tortowej
120 g cukru pudru
3 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
drobno starta skórka z 1 cytryny
szczypta soli
1 opakowanie cukru waniliowego (lub 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego)
150 g masła, stopionego i przestudzonego
3/4 szklanki ciepłej wody
2 jajka 
1 jabłko, obrane i pokrojone w kostkę
4 śliwki pokrojone na ćwiartki
50 g płatków migdałowych
2 łyżki brązowego cukru

Przygotowanie:

Piekarnik z termoobiegiem rozgrzać do 180 stopni C. 
Mąkę wymieszać z migdałami, cukrem pudrem, proszkiem do pieczenia, cynamonem, skórką z cytryny i solą. W drugiej misce wymieszać lekko ubite jajka z rozpuszczonym masłem, wanilią i wodą.  Wlać masę do suchych składników i wymieszać lekko drewnianą łyżką. Do masy dodać pokrojone jabłka i śliwki.  Papierowe foremki napełnić do 3/4 wysokości i wstawić do formy na muffiny. Posypać płatkami migdałów i brązowym cukrem. Piec ok 25 minut. 

Kuchnia w mieszkanku w Gdańsku- malutka, ale bardzo przytulna i funkcjonalna

Ingredients:

200g self -raising flour
120 superfine sugar
3 teaspoons baking powder
2 teaspoons ground cinnamon
finely grated zest of 1/ lemon
pinch fine salt
2 teaspoons natural vanilla extract
150 g unsalted butter  melted and cooled 
3/4 glass warm water
2 large free-range eggs, lightly beaten
1 apple, peeled, cored and cut into small cubes
4 plums cut into quarters
handful sliced blanched almonds
2 tablespoons light brown sugar

Directions:
Preheat the oven to 200C.  Place the flour, almond meal, superfine sugar, baking powder, cinnamon, lemon zest and salt in a bowl and mix well. In a separate bowl, mix together the vanilla extract, melted butter, beaten egg and 3/4 cup warm water. Add the wet ingredients to the dry ingredients and mix with a wooden spoon, then add the apple and plum and gently stir to combine. Spoon the batter into the prepared pan, filling each cup to about three-quarters full. Sprinkle with almonds and brown sugar. Bake for 25 minutes. 





A na rozgrzewkę po spacerze nad morzem- pachnąca herbata z goździkami, pomarańczą i jagodowym syropem
Miłej niedzieli!



18.09.2015

Veggie: risotto z pieczonymi buraczkami



Lubicie gotować? Bo ja bardzo:)
I bardzo mnie cieszy moda na gotowanie, która  zapanowała od kilku lat, na niemal całym świecie. 
Dzięki temu, że gotowanie stało się powszechne i wszechobecne, powstała niezliczona ilość pozycji poświęconych sztuce kulinarnej: pięknych książek kucharskich, kulinarnych blogów, programów telewizyjnych z udziałem mistrzów i pretendentów do tytułu szefa kuchni. Jest w czym wybierać i szukać- nie tylko inspiracji do przygotowania wyrafinowanych potraw na eleganckie przyjęcia, ale i codziennego gotowania dla rodziny. 
Zresztą tak naprawdę ten drugi wariant jest chyba znacznie trudniejszy, bo zaproszonym gościom wypada pochwalić to, co podano na stół, natomiast rodzina, a przede wszystkim dzieci, to najsurowszy krytyk kulinarny:)
Na dodatek to, co gotujemy dla dzieci musi być nie tylko smaczne, ale też bardzo zdrowe.
W końcu czym skorupka za młodu...
Dodatkowa trudność pojawia się kiedy nasze dziecko oznajmia nam, że postanowiło "od dzisiaj" zostać wegetarianinem. 
A my o wegetarianizmie mamy dość mgliste pojęcie i nagle w kilka dni musimy przeprogramować domową kuchnię na nieco inny sposób gotowania: żeby było nie tylko smacznie i zdrowo, ale też "veggie"
Pewnie się domyślacie, że takie zadanie dostałam też i ja:) Dokładnie przed trzema miesiącami moja Maja postanowiła, że będzie wegetarianką, a ja nie miałam innego wyjścia jak tylko się zgodzić i ustalić nowe menu. Menu nie tylko dla niej, ale również dla wszystkich domowników, bo trudno w dużej rodzinie gotować dla każdego coś zupełnie innego. Musiałam nauczyć się w jaki sposób łączyć wegetariańskie posiłki dla Mai (i w efekcie po kilku tygodniach dla mnie też:)) z obowiązkową porcją mięsa dla chłopaków. 
 Po trzech miesiącach szukania ciekawych, a przy tym dobrze zbilansowanych dań dla jedenastolatki, odkryłam mnóstwo  niezwykłych smaków i zaskakujących  potraw z kuchni całego świata. A ponieważ czuję, że powoli przechodzę na poziom "veggie expert", więc postanowiłam podzielić się z wami kilkoma sprawdzonymi przepisami. 

Dzisiaj zatem jako pierwsze moje ulubione risotto z pieczonymi buraczkami.
(pieczone buraczki same w sobie są tak pyszne, że warto przygotować ich więcej niż w przepisie)



Risotto z pieczonymi buraczkami

- 1 kg niedużych buraków
- 1 biała cebula
- 350 g ryżu arborio (lub innego do risotto)
- 1 litr bulionu warzywnego
- kieliszek czerwonego wina
- oliwa
- 2 łyżki masła
- 2 łyżki świeżo startego parmezanu
- gałązka świeżego rozmarynu i trzy gałązki świeżego tymianku
- cukier, pieprz i sól (ja użyłam soli Nicolas Vahe z dodatkiem buraka i szalotki)

Rozgrzać piekarnik do 180 st. C, buraczki obrać, pokroić na ćwiartki, posypać cukrem, solą, skropić oliwą i piec ok 30-40 minut. W tym czasie w głębokim rondlu rozgrzać 2 łyżki oliwy, zeszklić pokrojoną drobno cebulę, wsypać i ryż i smażyć przez kilka minut aż ryż wchłonie oliwę. Dodać posiekany tymianek i rozmaryn, wlać wino i znów chwilę gotować, żeby ryż je wchłonął. Potem porcjami dodawać bulion, co chwilę mieszając. Po około 20 minutach, kiedy ryż stanie się miękki dodać 3/4 buraczków, wymieszać, dodać masło i parmezan. Ozdobić pozostałą częścią buraków, igiełkami rozmarynu i podawać ciepłe.
Jeśli zostanie trochę takiego risotto z obiadu,  następnego dnia pakuję je do pojemnika i mam doskonały zimnu lunch. 
Dla moich mięsożerców do tego dania piekę pierś z indyka faszerowaną szpinakiem i fetą





















Smacznego i miłego ostatniego weekendu lata!






15.09.2015

Coffee corner


Ale ten czas szybko płynie- niedawno zaczęło się lato, a już za chwilę będzie jesień!
A mój blog zaniedbany, opuszczony, pokryty grubą warstwą kurzu… Na szczęście nie dotyczy to Kalinek, które tego lata rozkwitły i wypiękniały po kolejnym remoncie. Tego lata udało nam się wymienić stare okna i zrobić lifting elewacji, pozbywając się przy okazji niebezpiecznych, azbestowych okładzin, ale o tym innym razem.
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać nowe miejsce, które wygospodarowałam pomiędzy kuchnią i livingiem i które nas, wielbicieli kawy, cieszyło przez cale lato.
Nazwaliśmy je kącikiem kawowym- bo do tego właśnie służy. Do robienia kawy: porannej, popołudniowej, wieczornej, czarnej, białej, gorącej i mrożonej itd.:)
Miałam zamiar napisać o nim zaraz na początku wakacji, ale niestety (a  może na szczęście?:)) na Kalinkach nie mamy internetu… Czasami udaje się go złapać w telefonie, ale na napisanie posta to zdecydowanie za mało.
Piszę więc dopiero dzisiaj, po ogarnięciu początku roku szkolnego moich dzieci i tysiąca spraw do załatwienia, które pojawiły się po wakacjach (łącznie z remontem trójmiejskiego mieszkania naszej najstarszej pociechy- klick - tu prace trochę się przedłużyły, ale będzie cudnie!)
Wracając jednak do tematu tego posta- kącik powstał dzięki jednej, nieprzemyślanej do końca decyzji zakupu wyspy kuchennej, o czym pisałam rok temu- TUTAJ
Po ustawieniu tego mebla na środku kuchni/livingu- okazało się, że tzw. wyspa po prostu mi… przeszkadza:)) Wciąż na nią wpadałam, zapominając, że tam stoi. Po kilku kolejnych siniakach ze złością przestawiłam ją pod ścianę. I wtedy zupełnie przypadkowo dostała drugie życie, stając się "barem kawowym"



Oprócz mojego ulubionego dzbanka do parzenia kawy typu "french press", w kaciku pojawił się też prosty ekspres z serii Tassimo. Kupiłam go na prośbę moich dzieci, bo oprócz kawy robi gorącą czekoladę:)









Do bocznej ścianki "wyspy" przykręciłam też malutkie haczyki (z marketu budowlanego), które pełnią teraz rolę wieszaczków na koszyczek na różne "bardzo potrzebne rzeczy"




Jednak pomimo posiadania takiego kącika kawowego, kawę i tak pijemy na werandzie, bo tam jest najprzyjemniej- szczególnie wtedy kiedy lato rozpieszcza nas taką piękną pogodą. Bo na pogodę latem tego roku narzekać nie można- była przecudna:)




Pozdrawiam Was bardzo cieplutko w ostatnie dni lata!

Pa!

 Kalinka:)








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kalinka