31.08.2014

I'm very very sorry...



....przepraszam Was moi Kochani za tę baaardzo długą blogową nieobecność- aż dwa miesiące- tak długiej przerwy jeszcze nigdy nie miałam. Nie pisałam, nie zaglądałam na moje ulubione blogi, ale niestety tam gdzie wybraliśmy się na tegoroczne wakacje nie działa bloger (sic!), więc nie miałam dostępu nawet do mojego własnego bloga. Ale cały czas pamiętałam i z wyprawy życia, specjalnie dla Was w moim wakacyjnym plecaku znalazł swoje miejsce prezent na przeprosiny, który przebył 7000 km... A zatem- dla moich blogowych przyjaciół i wszystkich lubiących szeroko rozumiany interior design- prosto z Chin jubileuszowe wydanie chińskiej edycji ELLE Decoration  (oczywiście głównie w jezyku chińskim, ale sporo jest też angielskiego tekstu:P)

A zatem ogłaszam szybki rozdanie, w którym do wylosowania jest chińskie wydanie Elle Decoration i mała niespodzianka (oczywiście chińska:))
Zasady bardzo proste- wystarczy zostawić chęć udziału w losowaniu w komentarzu pod postem.
 Na zgłoszenia czekam do 10 września













W czasie naszej wyprawy przejechaliśmy kilka tysięcy kilometrów, zwiedziliśmy mnóstwo niezwykłych miejsc, przywiozłam masę wspomnień i około 2 tys. zdjęć! Żeby nie zanudzać dzisiaj tylko kilka- z samego Pekinu

Poniżej- niesamowity widok z okna samolotu na szczyty Himalajów:\



A to już Pekin i smoki na dachach pałaców Zakazanego Miasta






 Cesarskie chryzantemy- też w Zakazanym Mieście




i oczywiście złote cesarskie smoki...

 

Lotosy w ogrodach Letniego Pałacu




 I najpiekniejszy zabytek jaki kiedykolwiek widziałam- Świątynia Nieba





I oczywiście oddalony kilkadziesiąt kilometrów od Pekinu obowiązkowy punkt każdego turysty-Wielki Mur Chiński








A to aktor przygotowujący sie do przedstawienia w tradycyjnej Operze Pekińskiej


i niezwykle barwni aktorzy:



Pekin jest właśnie taki- bardzo, bardzo kolorowy:)
 Miliony bardzo kolorowo ubranych ludzi, kolorowych budynków, witryn sklepowych z wielobarwnymi artykaułami, światła miasta mieniące się setkami kolorów... 











W pewnym momencie czuje się przesyt tym nadmiarem kolorów, dźwięków, zapachów, nieprzebranymi tłumami (w końcu Chińczyków jest ponad miliard, a na dodatek nie potrafią spokojnie siedzieć w miejscu i stale się przemieszczają !)
Na szczęście nasza córka, która spędziła w Pekinie na stypendium ostatnie pół roku (jak juz kiedyś wspominałam Michalina jest studentką sinologii) i była naszą przewodniczka po Państwie Środka, zaprowadziła nas w miejsce o prostej nazwie "798", gdzie mozna odetchnąć od pekińskiego zgiełku...
Art Zone 798 proponuje coś zupełnie odmiennego niż tradycyjny Pekin: wielkie pofabryczne hale zamienione na galerie sztuki, sklepy z oryginalna sztuką nowoczesną, klimatyczne kawiarnie z doskonałą kawą (dobra kawa to w Chinach sprawa nieoczywista:P)







I to w telegraficznym skrócie na tyle- z samego tylko Pekinu- a jak już wspominałam zwiedziliśmy jeszcze wiele innych fascynujących miejsc w Chinach, podróżując pociągami, które zachwycają punktualnością i szybkością (podróż z prędkością ponad 300 km/h to niezwykłe przeżycie)
Nie chciałabym Was zanudzać opowieściami, ale jeśli dojdą mnie słuchy, że macie jeszcze ochotę na kilka moich "chińskich" zdjęć, to będzie ciąg dalszy:))))


moja Mi i ja:)


Ściskam Was i jeszcze raz zapraszam na giveaway






A zupełnie na sam koniec jedno zdjęcie ze "stolicy świata", czyli mój ulubiony Shanghai nocą





PA!



30.06.2014

Malinowe grzanki z czekoladą i paryskie co nieco...



Pierwszy wakacyjny weekend na Kalinkach właśnie za nami- pogoda była wyjątkowo piękna, słoneczna, trochę burzowa- czyli zaczęło się prawdziwe lato. Moja ulubiona pora roku... A od kiedy dużą część lata spędzamy na letnisku- chyba jeszcze bardziej ulubiona:)




Ale pierwszy dzień lata spędziliśmy wcale nie na Kalinkach, ale niezwykle romantycznie w Paryżu...
Wspominałam o tym wyjeździe na FB, ale nie miałam ani chwili wolnej w poprzednim tygodniu, żeby ogarnąć zdjęcia i cokolwiek napisać.
 Poza tym trudno pisać o takiej podróży, bo myślę, że Paryż to bardzo specyficzne miasto, które każdy odbiera i zapamiętuje inaczej, a potem we wspomnieniach ma swój jego własny, bardzo osobisty obraz. Swoje miejsca, uliczki, kawiarnie, zabytki; romantyczne chwile spędzone w urokliwych parkach; kawy wypite w maleńkich kawiarenkach, niepowtarzalny smak croissantów zjadanych na śniadanie, dźwięk zatrzymującego się pociągu metra na stacji wyłożonej charakterystycznymi białymi kafelkami- cegiełkami:)




Oprócz wspomnień przywiozłam jednak z Paryża także rzeczy bardziej materialne, które będą mi przypominać ten uroczy wypad.  
Pierwsza to kupiony na bazarze za kilka euro, koszyk wyplatany ze słomy, obszyty skórą- bardzo w stylu paris chic
Druga rzecz to mini książka kucharska z przepisami na maleńkie kanapeczki- nie mogłam się jej oprzeć, chociaż to zakup trochę absurdalny, ponieważ nie znam francuskiego:P
Ale na szczęście mogę liczyć na pomoc rodziny i tym sposobem dzisiaj, inspirując się jednym z przepisów, przygotowałam przepyszne grzanki z kremem czekoladowym i malinami.









Kanapeczki idealne na letni podwieczorek.
 Do smarowania podpieczonych w piekarniku kromek ciemnego pieczywa z ziarnami, użyłam kremu czekoladowego z drobinkami wafelków, kupionego w sklepiku szwedzkim IKEA. W oryginalnym przepisie jest krem czekoladowy robiony samodzielnie, ale postanowiłam sobie trochę ułatwić pracę. W końcu są wakacje i spędzanie całego dnia w kuchni nie jest dobrym pomysłem:)















Miłego tygodnia Kochani!

Wasza Kalinka:)





P.S. Tak, jak już wcześniej napisałam- każdy ma swój własny Paryż, który przechowuje we wspomnieniach, swoje ulubione miejsca i zakątki. 
Mój Paryż to na pewno urokliwe uliczki Montmartre, dzielnica Montparnasse, gdzie mieszkaliśmy w małym klimatycznym hoteliku i położony nieopodal bar Au Metro przy stacji metra Pernety.  Bar może mało paryski, ale codziennie wieczorem gromadził tłumy oglądające transmisje meczów z trwającego właśnie Mundialu. Szczególnym wydarzeniem był rzecz jasna mecz Francja- Szwajcaria (dla przypomnienia 5:2 dla Francji).
Poczuć wspólnotę z Francuzami cieszącymi się ze zwycięstwa swojej drużyny narodowej- bezcenne!

26.06.2014

Marokanska karawana


Hej, hej!
Dzisiaj nietypowo- króciutki post z informacją dla wszystkich lubiących klimat orientalnego bazaru i marokańskie rękodzieło. Otóż moi drodzy- od kilku dni na rynku łódzkiej Manufaktury rozgościły się marokańskie sklepiki z oryginalnymi przedmiotami wykonanymi przez rzemieślników z północnej Afryki: skórzanymi torbami, pufami, obuwiem, naczyniami z miedzi, kolorową ceramiką, srebrną biżuterią itd, itd.



Bazar będzie działał do 30 czerwca, więc zostało jeszcze kilka dni, żeby tam zajrzeć i upolować coś oryginalnego i na dodatek w bardzo korzystnej cenie.  
Mnie np. udało się dzisiaj kupić jednobarwny, skórzany puf w kolorze szarym, który od dawna bardzo chciałam mieć, ale porażały mnie ceny w sklepach internetowych oferujących marokańskie rękodzieło.
Kiedy tutaj zapytałam o cenę, po prostu nie wierzyłam własnym uszom i bez targowania się (co przecież jest w dobrym tonie na arabskich targowiskach:)) natychmiast rzeczony puf zakupiłam:P
Jest piękny; wykonany z miękkiej, grubej skóry, haftowany szara nitką, duzy i wygodny, a na dodatek pachnie bardzo charakterystycznie- tak, jak wszystkie wyroby skórzane pochodzące z tego rejonu świata. To jest zapach, który przypomina mi zawsze tunezyjskie wakacje...




Zdjęć z bazaru mam tylko kilka, bo po pierwsze jadąc na zakupy nie spodziewałam się takiej egzotyki w Manufakturze, a po drugie- zakup pufa tak mnie zaabsorbował, że nie miałam głowy do robienia zdjęć:)
ale nie wykluczam, że wybiorę się tam jeszcze raz w czasie weekendu...
Zdjęcie pufa tez tylko jedno ( z braku wolnego czasu), ale myslę, że niedługo pokażę go w nowo urządzonym pokoiku naszej najstarszej córki. Ten pokój własnie jest w trakcie remontu i w załozeniu ma mieć kilka orientalnych detali w swoim wystroju- jak na studentkę tak egzotycznego kierunku, jak sinologia przystało:P





Pa!


23.06.2014

Katalog Green Gate Autumn/Winter 2014/15



Baaardzo lubię oglądać katalogi, a na ten czekam zawsze ze szczególną niecierpliwością. I dzisiaj właśnie się pojawił- oczekiwany przez wielu wielbicieli marki Green Gate- już jest nowy katalog na jesień/ zimę 2014/15! (TUTAJ)








Jak zwykle kilka nowości na widok których miękną kolana, ale też piękne aranżacje i zdjęcia porcelany, tkanin i dodatków, które już dobrze znamy z poprzednich kolekcji
Kolory przecudne- przede wszystkim szarość i dużo czerwieni. Zimowo- świąteczna bajka...





Ja już wiem co z tych nowości bardzo, bardzo bym chciała mieć:))













Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kalinka